POD STOPAMI

                        

Pyłem w mule, w skamielinach,

dla wróżby mali, śnimy nasze stare głowy.

Czaiłem się do ich - mojego losu

od stadnych lodowców, Grimaldi krwi wspólnej,

nawoływania stepów jęczących pod kopytami,

zanim zrodziły nas, nomadów, Hunów i Elamitów,

i myśliwych mokradeł, przygiętych chwałą

i snem o tych, co przyjdą syci

na prochy swoje.

- Kamieni przedświtu nie rzucę! 


Pod stopami muszle, wodorosty,

Księga Skał i historia. I oto ptakiem idę

w rozbłysku przestrzeni na ucztę

gwałtu, zgiełku i modlitwy, w tablice dziadów

z pochodniami. I coraz trudniej pojąć, kiedy

zbieraczem byłem, a kiedy Czyngis-chanem,

budowniczym w Słońcu, od horyzontu kapłanem

po obietnicę, proroctwo ranka i chichot

ciemności, po biedę strachu

i piach losu.

- Tamte czasy, jeszcze mijają! 


Tamte znaki wstecz rozpostarte

drogą i wędrowcem, gonitwą,

nocy wspólnością i przemocy, ponad hordy

zaściankowych schematów, widokiem

na dzień każdego i każde jego piekło,

na pot, smak mleka,

na Wedy, stosy,

na kurhany. 


O ojcowie, bracia i wnuki!

O nadzy w tatuaże, w sagi i eposy

- dziwy nad dziwy w niskich progach,

oglądają już wieczność naszą. 

    

 

                                                Franciszkowi i Leonardzie, Rodzicom



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery