CYKLADY


Znowu kłują zastygłe łzy czasu - Cyklad roje. 

Już stopą chwalę marmur Paros i cieszę 

jak dziecko urodziny bogów! 

Jednym okiem zerkam po Syros, gaworzę 

i przemieszkuję z Amfitrytą. 

Bez złudy pytam o zdrowie, zapach winnic,

ożywczą wilgoć. Delos karmię oddechem 

trójzębnego i świętą mierzę drogę, by

gościnnej Rhenei obiecać zbyteczne kości.


Przecieram wasze o zmroku, niewidzące oczy.

Ostatnim początkiem wtuleni w granitowe płyty 

- jak ja - na prawym boku, po tysiąckroć śnijcie! 

Z kamienną poduszką skroni 

nie straszne groźby Thery i pomruki

sklepień, czasu i nędzy.


Czosnek z Tenos daje siłę Heraklesa. Uskrzydlony, 

obsydianem wypełniam sakwy włóczęgi. 

Nie gardzę niczym. Nie omijam i lękliwych nimf, 

i strof Simonidesa. Widzę, że nie zabraknie 

wszystkiego, prócz spokoju

pośród latorośli, amfor i pasterzy.


Zwyczajnych pochwalmy nektarem Dionizosa! 

Przebranych uczcijmy niczym Therę

najpierw w pyle, w wulkanicznej lawie, 

wreszcie - dla ładu - w mokrej egejskiej soli.


- Nie milczących, i nie puste dzbany 

mi dajcie dla zabicia losu!



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery