CYKLADY

 

                                                                                                            I znowu fale kłują zastygłe łzy czasu - Cyklad roje.
Już chwalę stopą marmur Paros i cieszę
jak dziecko urodziny bogów.
Jednym okiem zerkam po Syros, przemieszkuję
i gaworzę z Amfitrytą.
Bez złudy pytam o zdrowie, zapach winnic
i ożywczą wilgoć. Delos karmię oddechem
trójzębnego i świętą mierzę drogę,
by gościnnej Rhenei obiecać
zbyteczne kości.
 
Przecieram wasze o zmroku, niewidzące oczy.
Ostatnim pocałunkiem wtuleni w granitowe płyty
- jak ja - na prawym boku,
po tysiąckroć śnijcie.
Z kamienną poduszką, nie straszne skroniom
groźby Thery, pomruki sklepień,
czasu i nędzy.
 
Czosnek z Tenos wciąż daje siłę Heraklesa.
Uskrzydlony, obsydianem wypełniam sakwy włóczęgi.
Nie gardzę niczym. Nie omijam i lękliwych nimf,
i strof Simonidesa. Widzę, że nie zabraknie
mi wszystkiego, prócz spokoju
pośród latorośli, amfor i pasterzy.
 
Zwyczajnych pochwalmy nektarem Dionizosa.
Przebranych uczcijmy niczym Therę
najpierw w pyle, potem w wulkanicznej lawie,
wreszcie - dla ładu - w mokrej egejskiej soli.
 
- Nie milczących, i nie puste dzbany
mi dajcie dla zabicia losu.

 



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery