SYNOWIE QUETZALCOATLA

 

Tysiące lat barwne pióra quetzala szybowały nad dolinami Chiapas,

otwierając oczy światu i zdobiąc skronie Jego.

Skrzydłami wyniosłych grzbietów rozpalonych jasnością,

brzemieniem lat, rok po roku odsuwanych w przepaść,

zaklętych w skórzanych rzemykach,

wbrew świętemu zapomnieniu - chwaliły Pana. 


Na pamięć Tuli, gdzie uciekając od gniewu,

stawaliśmy się bogami!

Na wspomnienie piramid Słońca i Księżyca,

ratujących serca Niebu a sumienia z oschłości! 


Ponad placki sytości każdego dnia przedkładaliśmy

uczciwość pleców złamanych dźwiganiem losu.

Nie skąpiąc otuchy kaktusa, z Jego rozkazu

wiarą schylonego karku, gorzką strawą łaknących,

stroniliśmy od śmierci. 


Mężczyźni i kobiety - jak w strzale łuku świętej ofiarą -

w Nim znajdowali opiekę.

Dzieci Jego źrenic smakowały miód i kwaśne owoce nopalu,

świergocąc na przywitanie ojców kruczymi włosami

pod Jego czujnym wzrokiem. 


W Nim zmarli znajdywali ukojenie domowego ogniska

a młodzieńcy poznawali lica szczodrej nadziei

- morelowe oblubienice.

Pola rodziły dynie, których nie trzeba było

kraść pod osłoną nocy.  


- Znaliśmy los żywych i umarłych,

pamiętaliśmy ojców.



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery