SYNOWIE QUETZALCOATLA

 

 
Tysiące lat barwne pióra quetzala szybowały nad szczytami
i dolinami Chiapas, otwierając oczy światu, i zdobiąc skronie Jego.
Skrzydłami wyniosłych grzbietów rozpalonych jasnością,
brzemieniem lat, rok po roku odsuwanych w przepaść,
zaklętych w skórzanych rzemykach
- wbrew świętemu zapomnieniu - chwaliły Pana.
Mężczyźni i kobiety - jak w strzale łuku świętej ofiarą -
w Nim znajdowali opiekę.
Dzieci Jego źrenic smakowały kukurydzę, miód
i kwaśne owoce nopalu, świergocąc na przywitanie ojców
kruczymi włosami, pod Jego czujnym wzrokiem.
 
W Nim zmarli znajdywali ukojenie domowego ogniska
a młodzieńcy chwalili lica szczodrej nadziei
- morelowe oblubienice.
Pola rodziły dynie, których nie trzeba było kraść pod osłoną nocy.
Ponad placki sytości, każdego dnia przedkładaliśmy
uczciwość pleców złamanych dźwiganiem losu.
Nie skąpiąc otuchy kaktusa, z Jego rozkazu,
wiarą schylonego karku, gorzką strawą łaknących,
stroniliśmy od śmierci.
Nawet zapalczywy Diego, paląc boskie księgi przodków,
nie zniweczył naszej pamięci.
Nie spopielił świętej przyjaźni wysiedlonych
ze starych wiosek - dla chwały Pana.
 
Zmarli nasi wciąż wspinają się do Nieba
po trzynastu stopniach kutych w skale, a bohaterów
dla chwały sadzamy po śmierci u boku jasnego Słońca,
na świętym drzewie dusz.
Z nadzieją patrzymy w oczy naszemu Szczęściu.
Prosimy Go o pomyślność Azteca, zdrowie dzieci i łaskę kukurydzy.
Jemu ofiarujemy kadzidło z lawendy - z jednej strony świata
i kadzidło żywicy kopalu - z drugiej strony świata.
Zmarłym w Chan Koone, sprawiamy podwójny pochówek
i strawę na długą drogę.
 
Na wspomnienie piramid Słońca i Księżyca, i darów
ratujących serca Niebu a sumienia z oschłości,
na pamięć Tuli, gdzie stroniąc od gniewu, stawaliśmy się bogami.
- Znaliśmy los żywych i umarłych, pamiętaliśmy ojców!
 

 



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery