POJĄŁEM

 

Stojąc nad krawędzią dnia

przed szczytami bez swych dolin,

zagubiony, wołałem o ratunek,

prosząc by pierzchło cierpienie 

z myśli i członków moich, między pył.


Przywitałem największych nauczycieli mądrości,

bosych ascetów znajomych cierpień, 

niemych świadków bliskich zbuntowanemu sercu. 

Znalazłem znanych i nieznanych,

przywołałem ukrzyżowanych 

w barbarzyństwie wszystkich czasów,

w wykształconej małości ogłupiałej tłuszczy,

w zabijanych wprawnie,

w przekonanych o sobie.


Oczyściłem serce z zawiści,

ze złości nierozumnej,

z natrętnej małości, z nieżyczliwości.

Spokojem nakarmiłem niesforne myśli.

Wyciągnąłem dłonie do ciebie, jak do siebie

- i tak stałeś się prawością moją, 

Kryszną radości, 

Buddą współczucia,

Chrystusem pojednania i miłości.


Spotkałem wszystkich tam, 

gdzie nie było nikogo złego.

Odnalazłem nadzieję zmierzającą

poza narodziny i śmierć 

- wtedy ujrzałem schronienie 

w tożsamości wszystkiego.


Zmieszany, odkryłem radość w radości twojej 

- wbrew śmierci,

myśl moją w ustach twoich - wbrew rezygnacji,

znużenie twoje, w moim znużeniu,

troskliwość w troskliwości zaszczyconą 

- wbrew przemijaniu.


Stanąłem przy tobie w potoku wielkiej mądrości 

w którym spotykają się wszystkie sumienia,

nawet jeśli nigdy o sobie nie słyszały,

poza rozróżnieniem,

poza życiem,

poza śmiercią.


Wtedy pojąłem

- niepotrzebny mi pogrzeb ani nagrobek 

i niepotrzebna sława.



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery