JAKIE MI JESZCZE?

 

Gdzie wzrok i głos, który mościł lata pierwsze 
i dziecka rękę w dłoni ojca? Gdzież radosny
świergot? Ej, siostro biedo 
- zaprzyjaźnijmy się szybko!
 
Na kurhanach Gib, ziemia twarda, napatrzona
i hojne sny między Gieretem a Wierśniami. 
Smugiem i miedzą sytą kamieniami
- przygarnia każdego, jak ty.
 
Ziemio łakoma, przeorana w skrzętną strawę!
Jak cię przyodziać, jak przebłagać deszczem
byś nie zwiędła przed czasem, a ciężarnym 
kłosem pochyliła kark?
 
Bór mi nie straszny i śnieg niezbyt głęboki.
Dom i córki z niego wyrosły, i wyrosły wnuki.
Kiedy ramiona porzucą piłę i moc drwala
- rozbłysną brzaskiem nocy. 
 
A jezioro, niechaj dalej karmi moje węgorze 
i krasnopiórki. Daruję je córkom i żonie! 

I niech nasycą się sosny, nim otworzą
żywiczne żyły w letni skwar.
 
A pytania o drogę i przemijanie - jeszcze żywe? 
A ta śmierć przymilna, wciąż obiecuje kołysankę
jodły, wiatru i leszczyny, żony i córek,
i wnuków pamiętliwość?
 
Gdy plecy znajdą wsparcie i wytchnienie, 
jakie mi jeszcze niebo trzeba nagiąć?
 

Adamowi Moroz
- przyjacielowi



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery