JAKIE MI JESZCZE?


 

 
Gdzie wzrok i głos, który mościł lata pierwsze
i dziecka rękę w dłoni ojca? Gdzież radosny
świergot? Ej, siostro biedo
- zaprzyjaźnijmy się szybko!
 
Na kurhanach Gib ziemia twarda, napatrzona
i hojne sny między Gieretem a Wierśniami.
Smugiem i miedzą sytą kamieniami
- przygarnia każdego, jak ty.
 
Ziemio łakoma, przeorana w skrzętną strawę.
Jak cię przyodziać, jak przebłagać deszczem
byś nie zwiędła przed czasem, a ciężarnym
kłosem pochyliła kark?
 
Bór mi nie straszny i śnieg nienazbyt głęboki.
Dom i córki z niego wyrosły, i wyrosły wnuki.
Kiedy ramiona porzucą piłę i moc drwala
- rozbłysnę brzaskiem nocy.
 
A jezioro niechaj dalej karmi moje węgorze
i krasnopiórki. Daruję je córkom i żonie.
I niechaj nasycą się sosny, nim otworzą
żywiczne żyły w letni skwar.
 
A pytania o drogę i przemijanie - jeszcze żywe?
A ta śmierć przymilna wciąż obiecuje kołysankę
jodły, wiatru i leszczyny, żony i córek,
i wnuków pamiętliwość?
 
Gdy plecy znajdą wsparcie i wytchnienie,
jakie mi jeszcze niebo trzeba nagiąć?
 

 

 

                                                             Adamowi Moroz

                                                                       - przyjacielowi





DOPÓKI MIŁOŚĆ

W KRAINIE KAMIENI

OKOLICA

ZWYCZAJNA WIECZNOŚC

SIEDEM STRON ŚWIATA

SŁOWA

TESTAMENT NASZ

O MNIE



Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery